Magia przedwojennej Warszawy

[R.]: Miasto zgwałcone – jak o Warszawie w „Morfinie” pisze Szczepan Twardoch – nigdy już nie było takie jak przed II wojną. Podniosło się z gruzów, ale podniosłe się odmienione. Jeśli Wy również czujecie sentyment do przedwojennej Warszawy, mamy dla Was propozycję – muzyczny wehikuł czasu.

Wirujący parkiet w Adrii, kawiarnie pełne literatów, rozmowy o premierach teatralnych, eleganckie panie i panowie w dobrze skrojonych garniturach… Paryż Północy, Mały Paryż, Perła Północy – Warszawa otrząsająca się jeszcze po latach niewoli zakończonych wreszcie w 1918 r. Ludzie – nareszcie wolni – czerpiący z życia garściami. Stolica przeżywająca swą wiosnę przed srogą, nagłą zimą rozpoczętą we wrześniu 1939 r. i skutkującą obróceniem miasta w perzynę. „Chyba nie ma na świecie takiego miasta, tak właśnie jak niepowtarzalne nigdzie indziej są warszawskie wiosenne zapachy, nastroje, uczucia i myśli. I dlatego nie mówcie nam o wiosnach paryskich czy wiedeńskich! Nam, którzy wiedzą, czym jest, czym potrafi być warszawska wiosna.” – pisał w „Złym” Leopold Tyrmand.

Warszawa tętniąca życiem, roztańczona. Magiczny czas, zwłaszcza gdy przyglądamy mu się po latach, z sentymentem, bezkrytycznie. Czego by o Warszawie dwudziestolecia międzywojennego nie mówić – a powiedzieć można również sporo złego – muzyka tamtych lat i dziś uderza w czułe struny; może się podobać.

Ach, gdyby tak można było raz przenieść się do lat 20. i 30., zawirować foxtrota, sunąć po parkiecie w rytmie walca lub namiętnego tanga. Do muzyki granej na żywo, rzecz jasna. Wehikuł czasu? Proszę bardzo. Jest nim Warszawska Orkiestra Sentymentalna.

Zainspirowani i rozkochani w przedwojennych melodiach rewii i kabaretu, twórczością Adama Astona, Wiery Gran, Mieczysława Fogga… Robią robotę. Grają bardzo fajnie, śpiewają równie dobrze, z odpowiednią dla epoki wymową, z warszawską manierą. A jednocześnie dodając szczyptę nowoczesności. Można puścić Mieczysława Fogga, Eugeniusza Bodo i innych, jeśli dobrze poszukamy – w brzmieniu niczym z przechowywanego latami jak skarb winyla czy szpuli. Można też posłuchać na żywo, iść na bal, gdzie zamiast DJ’a przygra nam naprawdę zacna kapela, z żywymi instrumentami i bez playbacku (o takiej imprezie na końcu).

Jeden z naszych faworytów – kawałek „Nikodem”. Niczym opowieść z dobrej książki. Europejska wypełniona towarzystwem, wchodzi Nikodem, ludzie zerkają. Zerkają, bo to Warszawa, w której ludzie z towarzystwa się znają. Jedni brylują, innym wystarcza, że zostali zaakceptowani, wielu aspiruje. Nie to co dziś – anonimowość, obojętność, a jedynym „towarzystwem”, które rozróżnia większość stanowią ludzie „z telewizora”, którzy w tamtej Warszawie nigdy przy najlepszych stolikach by nie zasiedli.

Uwierzcie na słowo, że koncert Warszawskiej Orkiestry Sentymentalnej to fajne przeżycie. Ale tym, do czego ta grupa jest stworzona nie jest granie na festynach czy zamkniętych salach dla siedzącej na tyłkach publiczności. Ich miejsce jest na salach balowych, w których porwą ludzi do tańca.

Rozglądajcie się zatem za takimi wydarzeniami. Zwróćcie uwagę na miejsce, na wymagania organizatora co do ubioru uczestników. Jeśli traficie na bal w odpowiedniej oprawie, w godnej przedwojennego towarzystwa sali, na wydarzenie, na które trzeba się odpowiednio ubrać (a nie tylko „stroje z epoki mile widziane”), to dwa razy się nie zastanawiajcie.

Podrzucamy jedno z wydarzeń, choć polecić (ani odradzić) nie możemy, bo w tym akurat miejscu jeszcze nie byliśmy. Klub SPATiF nawiązuje do tradycji przedwojennych, ale jak tam jest… Sprawdzimy. Ryzyko niewielkie – bilety w przystępnej cenie. Widzimy się 7 września? Szczegóły tutaj.

[R.] 
Fot. K.Majewska

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.