Veturilo w Warszawie – koszmar na dwóch kołach się toczy

Rower miejski, Veturilo, był jedną z tych rzeczy, która na samym początku mojego pobytu w Warszawie najbardziej podnosiła mnie na duchu. Byłem sam, z jedną walizką, bez znajomych i z chudym portfelem. Tak to już jest ze szczenięca miłością. Wybucha gwałtownie, angażuje na maksa i zaślepia. Ale mija bardzo szybko, a czasem przechodzi w nienawiść.

Pierwsza miłość

[R.]: Zresztą nie tylko mnie zachwyciło Veturilo. Portugalczyk, który zajmował jeden z pokoi mieszkania, w którym mieszkałem przez pierwsze dwa miesiące po przyjeździe do stolicy, był nim jeszcze bardziej zachwycony. – To niesamowite, w Porto nie ma czegoś takiego. I w dodatku pierwsze 20 minut za darmo – zachwycał się, robił zdjęcia stacji i rowerów, opisał w mailu sposób działania, po czym wysłał razem z petycją do władz swojego Porto, by i tam stworzyć podobny system.

Mieszkając przez dwa miesiące tuż obok Parku Szczęśliwickiego (och, jak ja lubiłem tę lokalizację), mając stację pod nosem skorzystałem z Veturilo kilkukrotnie. Tej pod parkiem w zasadzie niczego nie mogłem zarzucić. Niemal zawsze był jakiś rower, rzadko był to grat, stacja działała bez większych problemów.

Gdy już się pojechało do centrum – bywało różnie. Czasem stacja nie chciała przyjąć wypożyczonego roweru, czasem nie chciała go wydać. Problemy z obsługą zrzucałem na karb mej nieznajomości, małomiasteczkowości i ogólnym brakiem obycia. Niesłusznie, bo jak się okazuje, Veturilo w stolicy to połączenie fajnej idei z koszmarnym wykonaniem i niedbalstwem o sprzęt.

W kółko ten sam koszmar

Najbliżej naszego obecnego mieszkania jest stacja 9561 – Sanocka-Pruszkowska (w pobliżu Biedronki). Niestety, niemal zawsze pusta. Raz udało mi się tam zastać rower, ale oddałem go po 20 sekundach, bo dopiero po wypożyczeniu zorientowałem się, że ma zerwany łańcuch. Kiedy odwiedził nas mój chrześniak i chcieliśmy rower dla niego (my już mamy własne), by wybrać się we troje nad Wisłę zaczęliśmy poszukiwania właśnie od tej stacji. Pusto. Zatem z buta do stacji 9556 – Żwirki i Wigury (przy WUM). Aplikacja pokazuje dwa rowery – jest szansa. Gdy doszliśmy dwóch rowerów nie było, ale za to był… tandem. Idziemy dalej. Przy kolejnej stacji problem z aplikacją. Przy kolejnej – problem z wypożyczeniem. Udało nam się po godzinie motania od stacji do stacji.

Pech – można powiedzieć. Nie wina Veturilo, że mieszkacie przy stacji, z której ludzie częściej biorą niż odstawiają rowery. Może, ale w sobotę (7 kwietnia) chcieliśmy napompować nasze rowery po zimie. Na wspomnianej stacji Sanocka-Pruszkowska pompka nie działa. Też mi niespodzianka… Prowadzimy więc nasze rowery do (również wspomnianej stacji Żwirki i Wigury). Jakiś koleś a to szarpie się z jedynym rowerem na stacji, a to grzebie w komórce i na panelu przy stacji. My podchodzimy do pompki. I co? Nie działa.

Nie szukamy dalej. Pompujemy koła w pobliskim sklepie rowerowym. Mówię obsłudze, że próbowaliśmy na stacji Veturilo. – Niech pan nie próbuje, bo w większości nie działają – słyszę. Przykre – sezon ruszył 1 marca. Po miesiącu nie można już napompować roweru.

I myślę sobie – OK, my tylko chcieliśmy się przejechać. A gdybym miał Veturilo dojeżdżać do pracy? Ile razy bym się spóźnił? Jeśli rower miejski ma być alternatywą do codziennego przemieszczania się po mieście musimy to być pewny środek lokomocji.

A jakie Wy macie doświadczenia z Veturilo? Jak jest w innych miastach? I wreszcie – ile firmie dopłaca miasto, bo nie wierzę, że nic. I czy nie może interweniować?

Historia jednego wypożyczenia

Chciałem tylko zrobić zdjęcie stacji. Piątek (ok. godz. 18, więc nie są to godziny szczytu). Efekt 5 minut obecności na stacji.

Pan wypożycza rower. Szybko poszło
Powrót. Trzeba dopompować. To nie rower ze zdjęcia głównego. (Zwróćcie uwagę na tylne koło na zdjęciu głównym)
Pompka oczywiście nie działa. Trzeba wziąć inny rower (tym razem, poza szczytem, był jakiś wybór). Czy nowym da się pojechać?

You may also like...